Strona główna

WROCŁAW-BEIJING-VLADIVOSTOK

WyprawaŻyczliwości.pl

W kraju tysiąca białych namiotów…

7 wrzesień 2008 · 2 Komentarzy

16 sierpnia wyruszyliśmy na terenowy objazd Mongolii z bardzo specyficznego miejsca w UB ? targu Narantuul (inna nazwa: Black Market). Między rosyjskimi gazikami i koreańskimi busikami stał Mitsubishi Pajero , którego wynajęliśmy wraz z kierowcą o wdzięcznym imieniu Pakpaj. (50 $ za dzień, my płacimy za paliwo). Plecaki do bagażnika i? jedziemy! Zaraz za UB trzeba było opłacić wjazd na drogę ?międzymiastową? w ilości 500 tugrikow, szkoda tylko ze? asfalt skończył się 30 kilometrów dalej! :) Przed nami ponad dwieście kilometrów po bezdrożach do Mandlagovi. Z początku Pik-Pik (bo takie przezwisko daliśmy Pakpajowi) dość często się gubił, pytał o drogę. W sumie nic dziwnego jak stoi się w labiryncie polnych dróg :) Noc spędziliśmy u mongolskiej rodziny na stepie ? pośrodku niczego, serio ? do najbliższej jurty (zwanej również gerem) było 70 km. Było to naprawdę niezłe przeżycie ? pierwsze spotkanie z prawdziwą mongolską kuchnią u normalnych ludzi nie w knajpie: i tak spróbowaliśmy: Herbata ?pierogalia? ? czyli woda po pierogach, osolona, z kawałkami baraniny. Mongolska herbata : mleko kozie/wielbłądzie z gotowanym ryżem, osolona, z dodatkiem tłuszczu, na powierzchni pływają kawałki pokruszonych suchych traw. Suszone mięso baranie ? kawałki które zjedliśmy miały jedyne? 7 lat! Pierwsze skojarzenie ? guma do żucia o smaku mięsnym :) Mleko wielbłądzie ? hm.. koncentrat zoo :) Wyobraźcie sobie zapach zoo, w pobliżu np. zwierząt kopytnych skoncentrowany w mleku, które pijecie:) I na koniec ? w jedną rękę aarul (wysuszone na słońcu zsiadłe mleko, przez co wygląda jak malutka cegiełka, w smaku.. hm.. trzeba spróbować:D) a w drugą miseczka z kumysem (sfermentowane mleko, napój alkoholowy). Najedzeni, napojeni:) poszliśmy spać. Kolejnego dnia z samego rana ruszyliśmy dalej w stronę jednego z większych mongolskich miast ? Dalanzadgad. Miastem wg naszych kryteriów nie jest :) choć lotnisko ma:) Stamtąd, po zrobieniu w ?centrum? zakupów typu: woda, chleb i coś do chleba ; pojechaliśmy do lodowego kanionu, nieprawdopodobnie pięknego miejsca. Lód zalega tam praktycznie cały rok, od połowy września do połowy lipca ? my jak widać spóźniliśmy się lub pospieszyliśmy za bardzo o jakiś miesiąc :) Przez kanion przejechaliśmy z Patrykiem na baktrianach, część przeszliśmy pieszo. Jar robi ogromne wrażenie, wysokie skały na kilkadziesiąt metrów ? obowiązkowy punkt wizyty w Mongolii. Spaliśmy dziś w wiosce, 60 km dalej od lodowego kanionu, w hotelu ? ekh.. normalnym 2 pokojowym domu z tabliczką hotel otworzonym specjalnie dla nas. Po dość długim targowaniu cena wyniosła 4000 tugrików (4,2 dolara/osoba) 18 sierpnia Pik-Pik spóźnił się z przyjazdem o 2 godziny, dopiero o 10 ruszyliśmy w stronę wysokich na 200 m i więcej ? wydm. Po 4 godzinach dojechaliśmy (z problemami z samochodem) na miejsce. Pik-Pik został w samochodzie a my ruszyliśmy na górę. Szło się ciężko, nawet bardzo, piasek się zsuwał, często tworząc lawinę, co tylko utrudniało wejście. W końcu flaga Wrocławia zawisła na kolejnym szczycie ? udało się! Kilkadziesiąt metrów niżej otworzyliśmy punkt rekrutacyjny Uniwersytetu Ekonomicznego, niestety ani obywatel żuk ani obywatelka jaszczurka (tylko oni się stawili przez kilkanaście minut) nie mieli wystarczającej ilości punktów rekrutacyjnych abyśmy mogli ich przyjąć :P Noc czekała nas na kampingu, z pożyczonym od francuzów namiotem ? zarówno fantastyczny wieczór z Francuzami jak i pobudkę wśród koni i wielbłądów na pewno będziemy pamiętać ! Następny dzień nie należał do najprzyjemniejszych. Pik ? Pik po przejechaniu kilkunastu kilometrów zatrzymał się pośrodku niczego i oznajmił że umowa się trochę zmienia i mamy mu zapłacić za 6 dni, choć w UB będziemy piątego dnia. Spotkało się to z oczywistą z naszej strony reakcją. Kolejne jego ultimatum było już takie że mamy zapłacić za dni osiem!!! Nie? Wysiadajcie! W końcu stanęło na tym że dowiezie nas do Dalanzagdag (jakieś 130 km dalej), zapłacimy mu za pięć dni i zatankujemy 50 litrów paliwa ? i tak się właśnie stało. Tam udało nam się wynaleźć bus (rosyjskiego gaza), którym pojedziemy do stolicy. Wsiedliśmy i czekaliśmy na kolejne chętne osoby i się doczekaliśmy ? 16 obywateli Mongolii:D Czekała nas 20 godzinna podróż w 10-osobowym samochodzie, w którym jedzie tylko 19 osób ? wrażenia niezapomniane i autochtoniczne do granic możliwości:) 3 razy złapaliśmy gumę, 4 razy Gaza trzeba było pchać (szkoda tylko że było tylko 3 facetów, bo kobiety nawet nie wyszły z samochodu). MORAŁ : Uważać na kierowców ? wszystkich. Poznaliśmy wiele osób, których spotkała podobna sytuacja. Cwaniactwo to jedna z wrodzonych cech ?kierowców do wynajęcia?. Płacić zawsze z dołu (jak my). Jeżeli przytrafi się sytuacja na stepie, że inny kierowca podejdzie i zaproponuje lepszą cenę a do tego będzie sympatyczniejszy i więcej słów zrozumie (bo rzadko który mówi po angielsku/rosyjsku) nie martwić się tym że to nie ?fair? (mieliśmy taką sytuację ? w hoteliku spotkał nas facet i zaproponował że pojedzie z nami za 30 $ za dzień ? i to była jego cena startowa, nie skorzystaliśmy ?bo umowa to umowa?). Nie bawić się w wynajęcie auta z przewodnikiem ? godziny pracy to 10-17, a w tym czasie ze względu na występowanie atrakcji turystycznych typu gorące źródła (betonowy budyneczek rodem z minionej w Polsce epoki z dwoma kranikami z ciepłą wodą, ze zwiedzania którego można z czystym sercem zrezygnować) ? możecie przejechać w ciągu jednego dnia np. 80 ? 100 km. Powrót do UB. Można określić jednym słowem ? ciężko. Zmęczeni, poobijani dojechaliśmy do stolicy. Posiedliśmy na przystanek naprzeciw dworca, wsiedliśmy do autobusu, ja zapłaciłem za siebie, Patek za siebie, a kontrolerka sprzedająca bilety awanturuje się że za bilety nie zapłaciliśmy, my dobrze wiedzieliśmy jak było, więc spokojne tłumaczenie. Przystanek, ona macha ręką na nas. Patek patrzy ? kieszeń rozpięta? Ukradli telefon! Kilka sekund nieuwagi spowodowanej zachowaniem konduktorki? No to na policję? Na dwóch komisariatach (z jednego nas odesłali do drugiego) w języku obcym rozmawiały 4 osoby. Z czego dwie to my, Kanadyjka i Mongołka, rezydentka biura podróży, z którego przyjechała Kanadyjka? Ah, ten pęd do języków obcych. Notatka została spisana, Patek dostał zaświadczenie o kradzieży, przyda się w Polsce. Zamieszkaliśmy w Gobi Guest House (naprzeciw poczty głównej przy placu Suche Batora ? polecamy!) MORAŁ: Pieniądze do buta, kartę kredytową, komórkę i paszport do wewnętrznych kieszeni. Każdej ze znanych nam osób coś ukradli, jak nie komórkę, to portfel albo aparat, albo coś osobistego (łańcuszek itd.). No i oczywiście : oczy dookoła głowy, szczególnie w autobusach i na Narantuul Black Market. W UB spędziliśmy 2 pełne dni. W tym czasie poznaliśmy Czechów(Ondrej, David, Zdenek,Doktore) , z którymi trochę pochodziliśmy po stolicy. Patek wyrobił rosyjską wizę, bo stara już się ?wyjeździła? ( biznesowa dwukrotna, ja mam wielokrotną). RADA: Wydział konsularny przyjmuje od 14 do 15, choć widać od rana ustawiającą się kolejkę Mongołów, nie przejmujcie się. Wystarczy jak przyjdziecie o 13.55 ? strażnik i tak jako pierwszych wpuści ludzi, którzy nie wyglądają jak Mongołowie :P W sobotę, 23.08 poszliśmy na Dragon Black Market, skąd odjeżdżają busiki do Harchorin. Za 12500 mongolian money (ok. 12,5 $) pojechaliśmy do dawnej stolicy Mongolii. Tym razem w niemal komfortowych warunkach bo tylko w 11 osób:P Dojechaliśmy na miejsce ok. 23, właściciele ger-campów chcieli zdecydowanie za dużo, a że najlepszy nocleg to bezpłatny nocleg, wiec rozstawiliśmy sobie namioty naprzeciw monastyru. Noc była niesamowicie zimna, temperatura spadła prawie do zera, ubraliśmy się we wszystkie możliwe ciuchy, a i tak w śpiworze było zimno. Ja o piątej stwierdziłem że trzeba pobiegać aby zrobiło się ciut cieplej :) Rano, trochę zmarznięci, poszliśmy do klasztoru Erdene-Zul. Warto zwiedzić, chociaż miejsce zdecydowanie za turystyczne. Umówiliśmy się z kierowcą z busika, żeby przyjechał po nas o 18 to pojedziemy do UB. I na umawianiu się skończyło bo nie przyjechał. A kolejnych nie było? Autostop jest w Mongolii nie popularny, przynajmniej w tej części. Ludzie chcieli pieniędzy, dużo więcej niż rejsowym busikiem. Nie to nie ? ruszymy jutro:) Znaleźliśmy tani ger-camp, bo kolejna noc w namiocie nie wchodziła w grę. Zimno, silny, huraganowy wiatr i burza. A w nocy? spadł śnieg! W sierpniu! W poniedziałek nasza gospodyni zadzwoniła po kogo trzeba i gdzieś koło 14 przyjechał po nas rejsowy busik do stolicy. Potem jeszcze przez 3 godziny krążyliśmy po stolicy i zbieraliśmy ludzi, kierowca wjeżdżał w każdą ?ulicę? i wołał że jedzie do UB? Czemu ? Mongołowie nie wynaleźli jeszcze przystanków. Podobnie jak kolejek ? o ile w Rosji przyzwyczailiśmy się że do pociągu wchodzi się , czekając spokojnie w kolejce, bo i tak każdy ma miejsce na bilecie a tu ? chociaż też każdy ma miejscówkę to i tak na 100% dostanie się z łokcia, kolana, albo ktoś brutalnie popchnie żeby samemu wejść w to miejsce. I dojechaliśmy do UB o 2 w nocy, przespaliśmy się za darmo w mieszkaniu niedaleko głównego placu. Następnego dnia ruszyliśmy w drogę powrotną do Rosji?

 

DNIA 6.09.2008 wróciliśmy do Polski. Notka jak wyglądał powrót do kraju wkrótce. Pozdrawiamy!

Kategoria: AZJA

2 Komentarzy jak narazie ↓

Skomentuj