30 sierpnia wyruszyliśmy w drogę powrotną do Polski, pełni wspomnień nie tylko z ponad sześćdziesięciu dniu w podróży, ale również z ostatnich kilkudziesięciu godzin które spędziliśmy poznaną w domu polskim ekipą z Poznania (budowlani - czyli Asia, Agata, Karol, Radek), między innymi w buddyjskim dacanie w Iwołgińsku (40 minut jazdy autobusem nr 130 z centrum Ułan Ude, koszt 45 rubli).
W pociągu jak na te ponad 4 dni jazdy trafiliśmy na bardzo niespecjalne miejsca (boczne górne), ja jeszcze gorzej bo pierwsze łóżko od drzwi do toalety i palarni. Trzeba było się przyzwyczaić do całodobowego trzaskania drzwiami i pielgrzymek ludzi w tą i z powrotem. Zaprzyjaźniliśmy się z “sąsiadkami” Patryka, u mnie było to niemożliwe - wiecznie pijani Rosjanie i kilkunastu obywateli Turkmenistanu/Uzbekistanu ?. Więc czas, kiedy nie spaliśmy, spędzaliśmy z dwoma Buriatkami - bardzo sympatycznymi, rzecz jasna, można szczerze powiedzieć, że wspólna jazda to był antonim wczasów odchudzających, jako niby “bardzo chudzi” byliśmy non-stop dokarmiani, często na siłę
Rozmawialiśmy również dużo z Ajdisem, mieszkańcem Republiki Tuwa (przy granicy z Mongolią i Kazachstanem, tam gdzie Ałtaj), rosyjskiego regionu, którego najsłynniejszą potrawą jest… bigos
Powrót mija wolno, mijają kolejne miasta, wspaniałe dzieła inżynieryjne - mosty nad syberyjskimi rzekami, kolejne “babuszki” na peronach, po przejechaniu Uralu całkowicie załamuje się pogoda i tak.. dojechaliśmy do Moskwy - 03.09
Zostawiliśmy bagaże w przechowalni, wyruszyliśmy na dalsze zwiedzanie stolicy połączone z zakupem suwenirów:) Pamiątki oczywiście na Izmajłowie kupowane w najlepszym możliwym do tego dniu - środa (dzień hurtowy, ekstra ceny). Oczywiście bezwzględnie przydaje się znajomość rosyjskiego na poziomie nie odbiegającym od… Rosjan, inaczej zostaną nam podane ceny obowiązujące każdego innego dnia, lub co gorsza - identyczne z tymi, jak na Arbacie, czy innych straganach z pamiatkami w centrum. Więc aby uprzedzić kolejne pytanie w komentarzu : kupiliśmy tanio
Zrobiliśmy sesję Życzliwkowi, kupiliśmy książki, płyty, jednym słowem - można jechać dalej
Wieczorem pojechaliśmy do Wenecji północy, dawnej stolicy Rosji, Sankt Petersburga. Miasto fenomenalne, piękne, tętniące życiem, architektonicznie kojarzy mi się z Wiedniem, natomiast wszechobecne kanały i Newa z wspomnianą już Wenecją. Dla wszystkich tych, którzy nie byli… POLECAM przez duże P
Tylko przygotujcie się na dość wysokie ceny, szczególnie w centrum (długo szukaliśmy kawy tańszej niż 200 rubli - ok. 19 zł) Najtańszy (jak to często bywa) jest ??????????, wymiennie z ??????’? (rosyjskie KFC) ale można znaleźć też sympatyczne, całkiem niedrogie knajpki w bocznych uliczkach. Ciekawe jest również to, że na moskovskiy vokzal w SPB przyjeżdża się z dworca leningradzkiego w Moskwie, a oba… wyglądają wewnątrz… identycznie. Różnią się tylko postumentem w środkowej części dworca - w SPB zobaczymy Puszkina a w Moscow - Lenina
Nocny przejazd do Schengen, do Wilna
Sam wileński dworzec kolejowy wymaga stwierdzenia : wow. Może nie jest to ultranowoczesny budenek rodem z Korei (Seul, Busan) czy bliższego nam Leipzig. Ale - wyremontowany, z działającą informacją turystyczną, ruchomymi schodami, nowoczesną przechowalnią bagażu robi pozytywne wrażenie. Centrum Wilna również niesamowite, malownicze małe uliczki (np. św. Kazimierza), Ostra Brama, Katedra, Biała Wieża - eh.. jednym słowem trzeba tam wrócić. Ludzie sympatyczni, duża część mówi po polsku :), więc czuliśmy się już prawie jak w domu, zajadając potężne “cieburiekas” za 3,8 lita
I powrót do nas (łączony, przez Szestokaj na Litwie, Warszawę), minął również spokojnie, choć ostatnie godziny dłużyły się w nieskończoność.
6.09.2008 - Wrocław !













Brak komentarzy jak narazie ↓
Jeszcze nie ma żadnych komentarzy - możesz być pierwszy!
Skomentuj